• Ola Cz.

Bóg pragnie „obfitego owocu”. Owoce te mają być dobre


Obraz 186_small.jpg

Obraz 183_small.jpg

Byliśmy jednak pełni wiary, że Msza się odbędzie i przeszkody będą usunięte i jako posługa muzyczna nie daliśmy za wygraną. Wielbiliśmy Boga wraz z ludźmi zgromadzonymi na boisku, chodząc i śpiewając wśród alejek. Porywaliśmy do uwielbienia kolejno każde sektory, i po jakimś czasie prawie wszyscy na boisku śpiewali i wielbili Boga bez nagłośnienia! Na 4 minuty przed 17.00 prąd wrócił i już do końca bez przeszkód trwała Liturgia pełna miłosierdzia, Bożej mocy przebaczenia i przemieniająca serca. Na następny dzień rozpoczęły się Rekolekcje. Ojciec John głosił nam Ewangelię bardzo radośnie i z mocą. Mówił, iż większość ataków, jakie doświadczamy jest dlatego, że nie spowiadamy się z naszych grzechów i nie modlimy się. Nie zostaliśmy stworzeni po to, aby grzeszyć. Wiele chorób, jakie mamy są z powodu tego, że grzeszymy. Nie wykorzystujemy potencjału miłości, jaki otrzymujemy za każdym razem, kiedy możemy iść do spowiedzi i wyznać nasze grzechy.

Bóg pragnie dla nas szczęścia, a my świadomie wybieramy często drogę grzechu, źle postępujemy, a potem odczuwamy ich gorzkie skutki.

Ojciec John bardzo wyraźnie podkreślał, jak ważny jest sakrament pokuty-osobisty, a nie powszechny. Duch Święty szczególnie się w nim udziela.

Przytoczył obraz Ojca, który z wyciągniętymi ramionami powitał syna marnotrawnego, o nic nie pytał, tylko przytulił i kazał go umyć, ubrać, wsadził na palec pierścień i wyprawił na jego powitanie ucztę.

Dla mnie, jako matki ważne były słowa, aby nigdy nie przeklinać swoich dzieci poprzez mówienie: nigdy ci się nie uda, jesteś złym dzieckiem, do niczego się nie nadajesz. Potem w dorosłym życiu taki człowiek odczuwa lęk, brak pewności siebie, wpada w kompleksy, gdyż w głowie ciągle słyszy głos ojca lub matki, który mówi: „nigdy ci się nie uda!”. W sercu sieje się smutek, żal i lęk. I faktycznie taki lęk rodzi poczucie bycia gorszym, odrzuconym, nie kochanym, co może prowadzić do zachowań agresywnych przeciwko sobie i innym. Błogosławcie swoje dzieci! - wołał Ojciec Bashobora. Codziennie! Wystarczy, że uczynisz dziecku znak krzyża na czole rano i wieczorem! Pójdzie do szkoły i na spoczynek pobłogosławione, napełnione Duchem Świętym.

P1420850.JPG

Podczas rekolekcji miałam okazję spojrzeć na siebie przez pryzmat moich słabości i zranień życiowych. Wciąż jeszcze niektóre wywołują uczucie smutku, klęski i porażki, pomimo, iż już mi się wydawało, że jestem oczyszczona z przeszłości. Na nowo przebaczałam, na nowo przywoływałam do serca osoby, którym powinnam była wybaczyć i w sercu prosiłam o wybaczenie moich win. Uświadomiłam sobie, że właśnie dzięki moim licznym słabościom i niedomaganiom mogę wzrastać w siłę-przez pokonywanie ich z Chrystusem. Moc bowiem w słabości się doskonali. Dobrze obrazują to słowa, które otrzymałam dzień przed warsztatami: Jeśli chcesz, by Bóg ci błogosławił i używał w wielki sposób, musisz zgodzić się na "utykanie" do końca życia, ponieważ Bóg używa ludzi słabych. Moja łaska wam wystarczy, a moja moc staje się doskonała w waszej słabości. (2 Kor. 12,9)

P1420921.JPG

Ksiądz John prowadził nas także ku refleksji, jacy mamy być, by osiągnąć życie wieczne.

Po pierwsze: dajmy Bogu choć odrobinę władzy nad sobą i swoim losem. Nie bądźmy pyszni, butni, nie liczmy wyłącznie na własne siły. Nie chełpmy się swoimi możliwościami, swoją wielkością. Zdajmy się na Boga i Jego Opatrzność. On chce czuwać nad nami, nad naszym życiem. Uświadommy sobie, że On naprawdę jest i tak wiele od Niego zależy. Po drugie: żyjmy tak, by zasłużyć kiedyś w tych ostatecznych dniach na nagrodę. Jak to robić uczy prorok Daniel: „Mądrzy będą świecić jak blask sklepienia, a ci, którzy nauczyli wielu sprawiedli­wości, jak gwiazdy przez wieki i na zawsze” (Dn 12,3). Mądrość, sprawiedliwość, miłość, prawda – to recepta na życie. Po trzecie: niech nasza codzienność będzie nieustannym oczekiwaniem na te ostateczne dni – czuwaniem wyrażającym się w stałej gotowości, życiem w łasce uświęcającej, w wielkiej przyja­źni z Bogiem. Jeśli tacy będziemy, nie zaskoczy nas ów dzień, w którym „słońce się zaćmi i księżyc nie da swe­go blasku, gdy gwiazdy będą padać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte” (Mk 13,25). „Wielu zaś, co posnęli w prochu ziemi, zbudzi się: jedni do wie­cznego życia, drudzy ku hańbie” (Dn 12,2). Ważnym aspektem, który kilkakrotnie Ojciec podkreślił było zdanie, że jesteśmy powołani do spełnienia misji. Misja, którą Jezus wykonywał na ziemi, jest teraz naszą misją, ponieważ stanowimy Jego ciało. To, co On czynił w ciele fizycznym, my mamy kontynuować jako Jego ciało duchowe, czyli Kościół. Chrystus zmienił z nas z wrogów w przyjaciół i powierzył nam zadanie zachęcania ludzi, by stali się również Jego przyjaciółmi. (2 Kor. 5,18 ). Słowo "misja" po łacinie znaczy tyle, co "wysłać kogoś". ) Tym samym fakt, że jesteśmy chrześcijanami, jest równoznaczny z tym, że zostaliśmy posłani do świata w charakterze reprezentantów Jezusa Chrystusa. Jezus powiedział: Tak jak Ojciec posłał mnie, tak i ja was posyłam. (J. 20,21)

A co konkretnie mamy robić?-odpowiedź znalazłam w świetnej książce Hose H. Prado Floresa: Formacja uczniów, mianowicie: Bóg żąda „obfitego owocu”. Owoce te mają być dobre, a nie byle jakie. Niewątpliwie nad nimi wszystkimi góruje owoc miłości. Dlatego tez Chrystus mówi: „po tym poznają żeście uczniami moimi, jeśli się będziecie wzajemnie miłowali”. Owocem miłości jest także „czynienie kolejnych mistrzów”. Jesteśmy powołani do formowania kolejnych mistrzów, którzy byliby tacy jak my, a nawet i lepsi-którzy byliby tacy, jak Jezus. Oto nasz cel, który musi być osiągnięty. A wszystko to przy współpracy Ducha Świętego!

Zdjęcia z Mszy są w galerii.

10 wyświetlenia

Powiązane posty

Zobacz wszystkie