• ks. Marek Dziewiecki

Miłość. Marek Dziewiecki, cz. 8 Miłość w sytuacjach skrajnych.


serce sz.jpeg

8. Miłość w sytuacjach skrajnych Sytuacja skrajna pojawia się wtedy, gdy przychodzi nam kochać kogoś, kto z jakiegoś względu nie potrafi lub nie chce kochać innych ludzi, ani nawet samego siebie. Tak dzieje się np. wtedy, gdy próbujemy kochać ludzi niedojrzałych, egoistów, przestępców, ludzi uzależnionych, cynicznych, a zatem tych wszystkich, którzy wyrządzają drastyczne nieraz krzywdy innym ludziom i samym sobie. Nasza miłość jest wtedy wystawiana na największą próbę. W polskich warunkach mamy najczęściej do czynienia z taką sytuacją w rodzinach z problemem alkoholowym. W sposób spontaniczny grożą wtedy postawy skrajne. Jedną skrajnością jest naiwne litowanie się nad człowiekiem uzależnionym, a drugą skrajnością jest wycofanie miłości wobec niego. Tymczasem dojrzale pokochać alkoholika czy narkomana, to najpierw poznać mechanizmy jego choroby. Człowiek uzależniony od alkoholu czy narkotyku to ktoś, kto szuka poprawy nastroju bez poprawy własnej sytuacji życiowej. Jednocześnie to ktoś, kto wmawia sobie, że nie jest uzależniony i że nie ma problemu z daną substancją chemiczną. To jednocześnie ktoś, kto jest „mistrzem” w manipulowaniu najbliższym środowiskiem po to, by łatwiej byłoby mu trwać w nałogu. W tej sytuacji dojrzale kochać człowieka uzależnionego to najpierw dokładnie poznać tę jego obiektywne położenie. Wtedy dopiero możemy zrozumieć, że dojrzała miłość polega na stosowaniu zasady: „ty nadużywasz alkoholu, ty ponosisz konsekwencje”. Ponoszenie przez uzależnionego bolesnych konsekwencji sięgania po alkohol czy narkotyk jest bowiem koniecznym warunkiem uznania prawdy o sobie i podjęcia terapii. Stosowanie powyższej zasady musi być jednak bardzo konkretne. Oznacza to na przykład, że współmałżonek uzależnionego (najczęściej żona) nie podaje posiłków, jeśli uzależniony wydał pieniądze na alkohol, nie pierze jego pobrudzonych ubrań, ani nie usprawiedliwia go w pracy, gdy jest nietrzeźwy. Rozumie bowiem, że lepiej jest, by uzależniony był głodny czy nawet stracił pracę, niż miałby stracić życie na skutek trwania w śmiertelnej chorobie. Uleganie latami groźbom i oszustwom ze strony uzależnionego, który znęca się nad najbliższymi i nimi manipuluje, jest cierpieniem, które niszczy rodzinę, a nie pomaga alkoholikowi czy narkomanowi. Co więcej, taka uległość pozwala mu trwać w nałogu. Nie mamy wtedy do czynienia z miłością lecz z naiwnością i z bezsensownym cierpieniem, czyli z takim cierpieniem, które nie pomoże kochanej przez nas osobie. Alkoholika czy narkomana nie wzruszy bowiem i nie przemieni cierpienie innych ludzi. Może go ocalić jedynie jego własne cierpienie. W zupełnie skrajnej sytuacji miłość objawia się poprzez odejście od osoby uzależnionej. Nie jest to wtedy wycofanie miłości, ani przejaw okrucieństwa czy zemsty. Jest natomiast - bolesną z konieczności - formą dojrzałej miłości wobec osoby, która w dramatyczny sposób krzywdzi siebie i innych. Jeśli technicznie jest to możliwe, to można zdecydować się najpierw na rozstanie tymczasowe. Może ono okazać się wystarczające, by uzależniony — ponosząc konsekwencje własnej choroby — uznał, że jest alkoholikiem czy narkomanem i by podjął terapię. Sądzę, że czytelnym wzorcem mądrej miłości w tego typu skrajnych sytuacjach, jest biblijna przypowieść o synu, który ulega iluzjom łatwego szczęścia i postanawia odejść od ojca (por. Łk 15, 11 — 32). W tak dramatycznej sytuacji ojciec nie cofa swej miłości, ale też nie udziela synowi pomocy. Nie jest ani okrutny, ani naiwny. Ojciec pozostawia błądzącego syna własnemu losowi. Gdyby przestał go kochać, to syn nie miałby do kogo wrócić. Gdyby natomiast udzielał mu pomocy i chronił go przed cierpieniem, to syn nie miałby powodu, by się zastanowić nad własnym postępowaniem i dokonać przemiany życia. Syn z przypowieści korzysta z mądrej miłości ojca, zastanawia się i powraca. Teraz dopiero rozumie, że ojciec nigdy nie przestał go kochać, oraz że kochał go naprawdę dojrzale.

5 wyświetlenia

Powiązane posty

Zobacz wszystkie