• ks. Tomasz Delurski

O spowiedzi z zupełnie innej perspektywy cz. 7


św.Magdalena.jpg

Żal za grzechy

Prze­brnąw­szy przez rachu­nek sumie­niadocie­ramy do punktu dru­giego, czyli żalu za grze­chy. Kiedy czło­wiek uświa­da­mia sobie kim jest Bóg, jak bar­dzo zra­nił Go i sie­bie grze­chem, rodzi się stan zwany żalem za grze­chy. Nie­ko­niecz­nie musi być to jakiś stan uczuć. Jest to bowiem raczej prze­świad­cze­nie o miło­ści Boga skon­fron­to­wa­nej z ohydą mojego grze­chu. To swego rodzaju “ból duszy”. Zagu­bione gdzieś nabo­żeń­stwo do świę­tego Dobrego Łotra mogłoby nas tu wiele nauczyć… Łaciń­skie con­tri­tio ozna­cza zgnie­ce­nia, łama­nie, anu­lo­wa­nie. Przed­sta­wia więc stan czło­wieka rozu­mie­ją­cego wagę swo­jego grze­chu, jak też zerwa­nie więzi z tym grze­chem. Cza­sem jed­nak ciężko jest żało­wać za grze­chy, które wiążą się z jakąś formą przy­jem­no­ści. W cza­sie nie­któ­rych spo­wie­dzi aż czuć delek­to­wa­nie się wyzna­nymi grze­chami. Pytam więc wtedy zazwy­czaj czy peni­tent, gdyby sytu­acja wró­ciła, zro­biłby to samo. Jeśli odpo­wiedź jest twier­dząca trzeba się poważ­nie zasta­no­wić nad udzie­le­niem roz­grze­sze­nia. Jeśli jed­nak wystę­puje owy “ból duszy” to może być on dwo­ja­kiego rodzaju. Pierw­szy żal “dosko­nały pły­nie z miło­ści do Boga i z tego, że Boga zra­niło się grze­chem. Drugi “nie­do­sko­nały” pły­nie np. z powodu stra­chu przed pie­kłem. Wystar­cza­ją­cym jest ten drugi jeśli cho­dzi o warunki sakra­mentu pokuty. “Akt attri­tio lub skru­chy, powi­nien być praw­dziwy i for­malny (tj., nie uda­wany); powi­nien być nad­przy­ro­dzony, (tj. zainspirowany i zależny od łaski oraz moty­wo­wany pew­nym roz­wa­ża­niem pozna­nym dzięki świa­tłu wiary); musi być naj­wyż­szy (tj., peni­tent musi postrze­gać grzech za naj­więk­sze zło – nie wymaga to inten­syw­nego poczu­cia smutku, lecz raczej prze­świad­cze­nia o złu zawar­tym w grze­chu); oraz musi być powszechny (tj. rozciągać się na wszyst­kie grze­chy śmier­telne danej osoby).

Natu­ralny smu­tek albo wyrzuty sumie­nia (oparte na jakimś docze­snym moty­wie, jakim jest np. wstyd) nie są wystar­cza­jące ponie­waż Sakra­ment Pokuty przy­na­leży do porządku nad­przy­ro­dzo­nego”. W przy­padku braku kapłana, a w nie­bez­pie­czeń­stwie śmierci należy wzbu­dzić akt żalu dosko­na­łego, z inten­cją spo­wie­dzi sakra­men­tal­nej jeśli będzie ku temu spo­sob­ność. W teo­rii łatwo to wyra­zić, na szczę­ście sam Bóg oce­nia serce czło­wieka. Trudno jed­nak pole­gać na tym rodzaju pojed­na­nia jeśli w ciągu życia nie prak­ty­ko­wało się tego ćwicze­nia. Znów można posłu­żyć się na koniec tek­stami Pisma, choćby psal­mem 51 “Miserere”. Mocne posta­no­wie­nie poprawy nie jest prę­że­niem ducho­wych musku­łów. Zapar­ciem się sie­bie i obiet­nicą nie-​grzeszenia wię­cej. Tu znów może dojść do głosu nasz stary wróg, czyli pycha. Można budo­wać ten aspekt przy­go­to­wa­nia tylko na sobie, lub na nie­za­do­wo­le­niu z sie­bie. Nie ma to nic wspól­nego z praw­dzi­wym posta­no­wie­niem poprawy. Jeśli bowiem okre­ślimy, co jest naszym grze­chem, to czas na plan napraw­czy. Plan taki musi być mądrzej­szy od doraź­nego łata­nia dziur w Pol­skich dro­gach, musi być realny. Naj­częst­sze błędy to syn­drom Matki Bożej (“wię­cej nie będę grze­szyć”), syn­drom proszku do pra­nia (“chcę się popra­wić ze wszyst­kiego”) oraz syn­drom mni­cha (“będę się wię­cej modlił”). Wszyst­kie te zapew­nie­nia są warte mniej wię­cej tyle samo, co roz­kład jazdy na sta­cji PKP. Tu czas i miej­sce na bar­dzo kon­kretne decy­zje i środki. Np. codziennie wraz z ape­lem Jasno­gór­skim odmó­wię dzie­sią­tek różańca w inten­cji dusz w czyśćcu, albo usta­wię budzik 10 minut wcze­śniej niż dotych­czas, aby odmó­wić poranną modli­twę, ska­suję pewne filmy z dysku kom­pu­tera. Z tych posta­no­wień powin­ni­śmy się “roz­li­czać” przy następ­nej spo­wie­dzi. To poka­zuje nam i kapła­nowi dyna­mikę naszego życia ducho­wego. Błąd, co do posta­no­wie­nia poprawy jest chyba naj­częst­szym powo­dem odmó­wie­nia roz­grze­sze­nia. Odwró­ce­nie się od zła musi być rady­kalne. Odmowa udzie­le­nia roz­grze­sze­nia zawsze wynika z błędu po stro­nie peni­tenta. Jeśli speł­nione są wszyst­kie warunki, kapłan nie­jako “musi” udzie­lić roz­grze­sze­nia, jest bowiem tylko sza­fa­rzem łaski miło­sier­nego, ale nie naiw­nego Boga. Odma­wia się naj­czę­ściej roz­grze­sze­nia w przy­padku zamiesz­ki­wa­nia bez ślubu męż­czy­zny i kobiety kiedy podej­mują oni współ­ży­cie sek­su­alne. Dru­gim z takich wypad­ków jest sto­so­wa­nie anty­kon­cep­cji jako metody regu­la­cji płod­no­ści na spo­sób stały (tzw. men­tal­ność anty­kon­cep­cyjna). Czer­pa­nie zysku ze zła (por­no­gra­fia, nar­ko­tyki itd.) Poza tym, co warto przy­po­mnieć, brak prze­ba­cze­nia, ani nawet chęci prze­ba­cze­nia, także są powo­dem odmowy roz­grze­sze­nia. Posta­no­wie­nie poprawy także powinno zawie­rać pewne ele­menty. “Inten­cja musi być sta­now­cza (przy­naj­mniej w chwili gdy jest podej­mo­wane posta­no­wie­nie poprawy), musi być sku­teczna (musi ist­nieć inten­cja uni­ka­nia oka­zji do grze­chu oraz zwy­czajne środki chro­niące przed grze­chem – zarówno ostroż­ność jak i modli­twa). Musi rów­nież wystę­po­wać inten­cja naprawy – na ile to moż­liwe – szkody wyrzą­dzo­nej przez grzech. I w końcu, inten­cja musi być powszechna (tj., posta­no­wie­nie uni­ka­nia wszel­kich grze­chów śmiertelnych)”.

Przy wyzna­niu grze­chów naj­częst­szym uczu­ciem jest wstyd. I wbrew pozo­rom to bar­dzo dobry objaw. Aby unik­nąć para­li­żu­ją­cego stra­chu można sto­so­wać for­mułę spo­wie­dzi “Boże zgrze­szy­łem prze­ciw Tobie…”, zupeł­nie tak jakby mówiło się do Boga, wszak kapłan jest tylko pośred­ni­kiem, który wystę­puje in per­sona Chri­sti. Powinno się także zacząć od “gru­bego kali­bru grze­chów”, wtedy łatwiej przejść przez spo­wiedź. Oczy­wi­ście pisa­łem już, że w przy­padku grze­chów śmier­tel­nych należy je okre­ślić tak dokład­nie jak to tylko moż­liwe. Sam sche­mat spo­wie­dzi jest ogól­nie znany, więc zwrócę tylko uwagę na pewne aspekty. Wypada po znaku Krzyża i pozdro­wie­niu Pana Jezusa zasto­so­wać krótką auto­pre­zen­ta­cję. Nie cho­dzi tu oczy­wi­ście o pełne dane per­so­nalne, ale o infor­ma­cje, które pomogę kapła­nowi uzy­skać wła­ściwą ocenę moralną. Do takich infor­ma­cji zali­cza się: czas od ostat­niej spowiedzi odby­cie pokuty wiek stan cywilny można dodać wykształcenie dalej roz­li­czamy się z pracy od poprzed­niej spo­wie­dzi, wyzna­jemy grze­chy roz­po­czy­na­jąc od grze­chu głów­nego i walki z nim. Na zakoń­cze­nie for­mułka okle­pana, ale dość ważna “Wię­cej grze­chów nie pamię­tam…” Teraz kapłan podej­muje dia­log w celu wyja­śnie­nia, zwró­ce­nia uwagi. Trzeba jed­nak pamię­tać, że w kon­fe­sjo­nale także mamy swoje prawa tzn. kapłan może nas pytać o grze­chy nato­miast nie wolno mu wcho­dzić w szcze­góły, które nie są konieczne do oceny moral­nej. Ze strony peni­tenta także nie powinna spo­wiedź wyglą­dać jak laurka ze szcze­gó­łami tech­nicz­nymi na temat grze­chów. Następ­nie ma miej­sce nało­że­nie pokuty. Zazwy­czaj kapłan pyta czy peni­tent przyj­muję pokutę. Tutaj także trzeba wszystko wyja­śnić ponie­waż może się zda­rzyć, że pokuta nie jest moż­liwa do wyko­na­nia. Udzie­lane jest roz­grze­sze­nie i for­muły koń­cowe. Może się zda­rzyć, że kapłan odmówi także modli­twę pro­sząc, aby Bóg przy­jął dobre uczynki peni­tenta jako wyna­gro­dze­nia za grze­chy w słowach: “Nie­chaj męka Pana naszego Jezusa Chry­stusa, zasługi Naj­święt­szej Maryi Panny i wszyst­kich Świę­tych, oraz to wszystko, co dobrego uczy­nisz i przy­krego znie­siesz, posłuży ci do otrzy­ma­nia odpusz­cze­nia grze­chów, pomno­że­nia łaski i wyjed­na­nia nagrody życia wiecz­nego. Amen”. Naj­czę­ściej sche­mat wygląda w ten spo­sób, że peni­tent na jed­nym wyde­chu wypo­wiada grze­chy, słu­cha pokuty i reszty już nie słu­cha czu­jąc ulgę (kiedy sły­szę taką spo­wiedź zaraz przy­po­mina mi się reflek­sja pro­bosz­cza z filmu «U Pana Boga za pie­cem» “Ot, ciekawostka jaka, ludzie jak grze­szą to powo­lutku, dokład­nie, roz­sma­ko­wują się w tym grze­chu, a jak pokutę odpra­wiają to zawsze byle jak i po łebkach”) Otóż ktoś przy­rów­nał sakra­ment pokuty do prysz­nica. Wcho­dzimy pod prysz­nic cali brudni (wyzna­nie grze­chów), namy­dlamy się (dia­log z kapła­nem) i w końcu spłu­ka­nie brudu (roz­grze­sze­nie). Naj­przy­jem­niej­szy moment to wła­śnie roz­grze­sze­nie, warto więc wsłu­chać się w piękne słowa for­muły rozgrzeszenia: “Bóg, Ojciec miło­sier­dzia, który pojed­nał świat ze sobą przez śmierć i zmar­twych­wsta­nie swo­jego Syna i zesłał Ducha Świę­tego na odpusz­cze­nie grze­chów, niech ci udzieli prze­ba­cze­nia i pokoju przez posługę Kościoła. I JA ODPUSZ­CZAM TOBIE GRZE­CHY W IMIĘ OJCA I SYNA, + I DUCHA ŚWIĘTEGO”. Po odej­ściu od kon­fe­sjo­nału, na znak czci, cału­jemy stułę.

4 wyświetlenia

Powiązane posty

Zobacz wszystkie