• ks. Tomasz Delurski

O spowiedzi z zupełnie innej perspektywy cz. 8

Kilka uwag tech­nicz­nych. Spo­wiedź nie jest miej­scem dys­put teo­lo­gicz­nych, refe­ro­wa­nia grze­chów innych ludzi, zda­wa­nia rela­cji z pro­cesu lecze­nia cho­rego wyrostka, kozetką psy­cho­ana­li­tyka. Sza­nujmy także czas i cier­pli­wość kapłana. Jeśli bowiem ktoś przy­cho­dzi do spo­wie­dzi po 40 latach, w Wielką Sobotę, za pięć minut Wigi­lii Pas­chal­nej, to niech się nie dziwi, że usły­szy co ksiądz myśli na ten temat.

Pozo­staje jesz­cze jeden aspekt spo­wie­dzi, a mia­no­wi­cie “spo­wiedź a’la stan wojenny”, czyli spo­wiedź na kartki. Karki do chrztu dziecka, przed ślubem, bierz­mo­wa­niem itd. Trudno stwier­dzić czy wię­cej z tego szkody czy pożytku. Dla jed­nych będzie to szansa na powrót do Boga pod wpły­wem takiego przy­musu, dla innych spo­wiedź będzie świę­to­kradz­twem… Trzeba pamię­tać, że kapłana można oszu­kać. Nie jeste­śmy wykry­wa­czem kłamstw, nie każdy z nas jest ojcem Pio, nie przed kapła­nem tu klę­czymy… Osobną sprawą są pary narze­czo­nych, któ­rzy przy­go­to­wują się do mał­żeń­stwa i już miesz­kają ze sobą. Powinno się, jeśli dekla­rują się jako kato­licy, żądać od nich zamiesz­ka­nia osobno, aby mogli odbyć obie wyma­gane spo­wie­dzi. Nie­stety jed­nak siła bez­wład­no­ści jest tak duża, że kapłani czę­sto godzą się z tym sta­nem rze­czy wyma­ga­jąc tylko ostat­niej spo­wie­dzi, przed samym ślubem.

Wra­ca­jąc jesz­cze do for­muły “wię­cej grze­chów nie pamię­tam…” Ponoć ogry są jak cebula, mają wiele warstw, ale nie tylko one. Czło­wiek także ma pewien poziom wytrzy­ma­ło­ści i gdyby poznał cały ogrom swo­jego grze­chu oraz jego ohydę, a także jakie ten grzech miał kon­se­kwen­cje, to z pew­no­ścią popadłby w roz­pacz. Bóg więc zdej­muje z czło­wieka grze­chy war­stwami. Od naszej strony mamy zro­bić wszystko, aby grzech poznać, znie­na­wi­dzić, pod­jąć roz­tropny plan napraw­czy i te grze­chy wyznać szcze­rze bez żadnych uspra­wie­dli­wień “bo wszy­scy”, “bo musia­łem”, “bo czasy takie” itd. Jed­nak Bóg także jako zapro­szony w nasze przy­go­to­wa­nie do spo­wie­dzi działa w nas i for­muła ta jest jakby Jego bufo­rem, który chroni czło­wieka przed nim samym. Zda­rzyć się jed­nak może, że mimo szcze­rych chęci ktoś zapo­mni jakiś grzech. Jeśli był to grzech lekki, trudno. Pamię­tajmy, że Eucha­ry­stia gła­dzi grze­chy lek­kie. Grze­chy cięż­kie raczej trudno zapo­mnieć, chyba że ma się wysoki poziom skle­rozy, wtedy jest to wyba­czalne.

Sytu­acją jasną jest także zata­je­nie grze­chu, co powo­duje że spo­wiedź jest świętokradzka.

Ostat­nim punk­tem, wydaje się także nie­do­ce­nia­nym jest zadość­uczy­nie­nie Bogu i bliź­niemu.

Oczy­wi­stym jest, że nie da się zadość­uczy­nić tak jak­by­śmy byli w sta­nie zapła­cić za prze­ba­cze­nie. Zro­bił to Jezus i cza­sem tam gdzie peni­tent chce się uka­rać za jakiś grzech, należy pod posłu­szeń­stwem zabro­nić aktów destruk­cyj­nych. Jeśli ktoś cierpi na tę przy­pa­dłość sumie­nia, należy zle­cić mu w ramach pokuty jakiś para­dok­sal­nie drobny gest np. ucałowanie stóp ukrzy­żo­wa­nego Jezusa w kruch­cie kościoła. Pokuta bowiem nigdy nie odbywa się na zasa­dzie pro­por­cji. Nie­mniej jakiś aspekt spra­wie­dli­wo­ści w sto­sunku do ludzi skrzyw­dzo­nych naszym grze­chem powi­nien być wyko­nany. W spra­wach pro­stych wystar­czy oddać skra­dzioną rzecz lub jej rów­no­war­tość wpła­cić na jakiś cel cha­ry­ta­tywny, spro­sto­wać fał­szywe infor­ma­cje itd. Co jed­nak z grze­chami, któ­rych nie można tak łatwo napra­wić? Jak bowiem napra­wić roz­bite mał­żeń­stwo czy przy­wró­cić życie zabi­temu dziecku w wyniku abor­cji? W takim wypadku należy zwró­cić się do środ­ków pokut­nych zna­nych z kart Ewan­ge­lii. Są nimi post, modli­twa i jał­mużna. Pisa­li­śmy już o potrój­nym wymia­rze grze­chu.

Święty Augu­styn podaje, że jał­mużna kie­ruje nas na dobro bliź­niego, post poskra­mia nasze żądze, a modli­twa służy odda­niu chwały Bogu. Jasnym jest więc, że sama modli­twa jest tu nie­wy­star­cza­jąca. Ana­li­zu­jąc ducho­wość daw­nych wie­ków widać bar­dzo wyraź­nie jak poważ­nie pokuta była trak­towa. Wiele kościo­łów powstało z dota­cji skru­szo­nych grzesz­ni­ków (część z pew­no­ścią chciała w ten spo­sób po pro­stu wyku­pić się z winy, ale osta­tecz­nie Bóg oceni ich inten­cje)

Medjugorie.JPG

Poza tym ducho­wość piel­grzy­mek, tak mocno nazna­cza­jąca średnio­wie­cze wią­zała się z pokutą za grze­chy (cza­sem szkoda, że atmos­fera na współ­cze­snych piel­grzym­kach bywa aż nadto rado­sna, ale znów nie chciał­bym gene­ra­li­zo­wać i oce­niać). Wra­ca­jąc do postu, jał­mużny i modli­twy, święty Tomasz z Akwinu opi­suje to tak: “Zadość­uczy­nie­nie wymaga, byśmy coś ujęli sobie na chwałę Bożą. Posia­damy tylko trzy rodzaje dóbr: duchowe, cie­le­sne i zewnętrzne w postaci majątku. Otóż ujmu­jemy sobie coś z dóbr zewnętrz­nych, dając jał­mużnę, spo­śród zaś dóbr cie­le­snych poszcząc. Ale gdy cho­dzi o dobra duchowe nie potrzeba niczego ujmo­wać sobie z tego, co należy do ich istoty oraz ich cało­ści, gdyż te dobra duchowe czy­nią nas miłymi Panu Bogu. Ujmu­jemy je sobie tylko w zna­cze­niu, że cał­ko­wi­cie pod­da­jemy je Panu Bogu. A to urze­czy­wist­nia się przez modli­twę”. Co wię­cej ten sam autor pyta­jąc czy pokuta ma trwać aż do końca życia, udziela odpowiedzi: “Ist­nieją dwa rodzaje pokuty: wewnętrzna i zewnętrzna. Wewnętrzna polega na żalu, że się grzech popeł­niło. Tego rodzaju pokuta powinna trwać całe życie. Czło­wie­kowi usta­wicz­nie powinno się nie podo­bać, że zgrze­szył; gdyby bowiem podo­bało mu się to, że zgrze­szył, już przez to popeł­niłby grzech i utra­ciłby owoc prze­ba­cze­nia. (…) Jeśli zaś cho­dzi o pokutę zewnętrzną, pole­ga­jącą na zewnętrz­nych ozna­kach żalu, jakimi są: spo­wiedź ustna przed kapła­nem, który roz­grze­sza, zadość­uczy­nie­nie nazna­czone przez tegoż kapłana, to nie musi ona trwać do końca naszego życia, lecz jedy­nie przez czas odpo­wied­nio pro­por­cjo­nalny do wiel­ko­ści grzechu”.

Rzecz ostat­nia doty­czy tzw. kary docze­snej. Każdy grzech zaciąga winę (odpusz­czaną w spo­wie­dzi) oraz karę docze­sną. Są to kon­se­kwen­cje popeł­nio­nego grze­chu. “Bóg jest sędzią spra­wie­dli­wym, który za dobro wyna­gra­dza, a za złe karze”. Ta spra­wie­dli­wość domaga się osta­tecz­nego roz­li­cze­nia. Grzech bowiem, jak już pisa­łem, ma swoje kon­se­kwen­cje. Warto przy­po­mnieć słowa Pana Jezusa skie­ro­wane do św. Fau­styny (apo­stołki Bożego miło­sier­dzia) opi­su­jące czy­ściec “Miło­sier­dzie Moje nie chce tego, ale spra­wie­dli­wość każe”. Kodeks Prawa Kano­nicz­nego mówi: “Odpust jest to daro­wa­nie przed Bogiem kary docze­snej za grze­chy, zgła­dzone już co do winy. Dostę­puje go chrze­ści­ja­nin odpo­wied­nio uspo­so­biony i pod pew­nymi, okre­ślo­nymi warun­kami, za pośred­nic­twem Kościoła, który jako sza­farz owo­ców odku­pie­nia roz­daje i pra­wo­moc­nie przy­dziela zadość­uczy­nie­nie ze skarbca Chry­stusa i świę­tych”(KPK 1983). Odpu­sty dzie­limy na zupełne i cząst­kowe w zależ­no­ści czy uwal­niają nas od od kary docze­snej w czę­ści lub w cało­ści. Zosta­wiam tu aspekt “ilo­ści” w odpu­ście cząst­ko­wym, odsy­ła­jąc do zamiesz­czo­nej niżej biblio­gra­fii.

Odpust nie działa jak “magia”, można go uzy­skać dla sie­bie lub ofia­ro­wać za zmar­łych, któ­rzy swoją karę docze­sną pono­szą w czyśćcu, nigdy za innych żyją­cych.

Potrzeba tu więc wiary i spełnienia dość trudnych warunków:

  1. Być ochrzczo­nym,

  2. nie być eks­ko­mu­ni­ko­wa­nym (przy­po­mi­nam, że można zostać obło­żo­nym eks­ko­mu­niką bez żadnego wyroku Kościoła, dzieje się to w przy­padku naj­cięż­szych grze­chów m. in. mam na myśli abor­cję czy znie­wa­że­nie Eucharystii),

  3. znaj­do­wać się w sta­nie łaski uświę­ca­ją­cej (brak obcią­że­nia grze­chem śmier­tel­nym, czyli sakra­men­talna spo­wiedź nawet w celu uzy­ska­nia odpu­stu dla zmar­łych cier­pią­cych w czyśćcu, po jed­nej spo­wie­dzi można uzy­skać wię­cej niż jeden odpust, ważne by spo­wiedź była bli­ska cza­sowo uzy­ski­wa­niu odpu­stu, może to być także obo­wiąz­kowa spo­wiedź wielkanocna)

  4. wzbu­dzić inten­cję, choćby ogólną (skie­ro­wa­nie woli ku odpo­wied­niemu celowi, decy­zją woli, w przy­padku kon­kret­nego zmar­łego należy wzbu­dzić inten­cję szczegółową),

  5. wypeł­nić w odpo­wied­nim cza­sie i we wła­ściwy spo­sób naka­zane czyn­no­ści, zgod­nie z brzmie­niem udzie­le­nia (są odpu­sty zwią­zane z pew­nym cza­sem np. czytanie Pisma świę­tego przez pół godziny czy nawie­dze­nie cmen­ta­rza od 1 do 8 listo­pada. Odpust musi być także wyko­nany we wła­ściwy spo­sób tzn.:

a) oso­bi­ście – nie może go wyko­nać ktoś za nas, z wyjąt­kiem jał­mużny, gdzie rodzice mogą tego doko­nać za dzieci w przy­padku odpu­stu jubi­le­uszo­wego,

b) cał­ko­wi­cie – nie można danego czynu skracać, c) w duchu poboż­no­ści – zakłada więc wiarę i brak próżności, d) nad­obo­wiąz­kowo – czyn ten musi nas kosz­to­wać i nie być zwią­za­nym z jakąś prak­tyką zagro­żoną sank­cją grze­chu

W przy­padku pokry­wa­nia się pokuty sakra­men­tal­nej i czynu odpu­sto­wego można te rze­czy­wi­sto­ści połą­czyć np. adoracja Naj­święt­szego Sakra­mentu przez pół godziny). Ponadto do uzy­ska­nia odpu­stu zupeł­nego konieczna jest Komu­nia eucha­ry­styczna (nie wystar­cza tu Komu­nia duchowa, naj­le­piej w dniu uzy­ska­nia odpu­stu, po jed­nej Komu­nii Eucha­ry­stycz­nej można uzy­skać tylko jeden odpust zupełny nawet gdy przyj­muje się Eucha­ry­stię dwa razy tego samego dnia. Wyją­tek sta­nowi tu nie­bez­pie­czeń­stwo śmierci), modli­twa w inten­cjach Ojca Świę­tego (nie w inten­cji Ojca Świę­tego, ale w Jego inten­cjach nawet jeśli nie są nam szcze­gó­łowo znane, naj­le­piej w dniu uzy­ska­nia, modli­twa ta ma być ustna, w przy­padku śmierci papieża a przed wybo­rem następcy należy modlić się w inten­cjach, które wyzna­czył zmarły biskup Rzymu), oraz wyzby­cie się jakie­go­kol­wiek przy­wią­za­nia do grze­chu, nawet lek­kiego (to bodaj naj­trud­niej­szy waru­nek. Cho­dzi tu o zde­cy­do­wane nasta­wie­nie woli i umy­słu, oraz odwró­ce­nie się od wszyst­kich uwi­kłań w sto­sunku do sie­bie samego, bliź­niego czy świata, które pocią­gają grzech. “Ślad naj­drob­niej­szego przy­wią­za­nia do grze­chu, staje się prze­szkodą do uzy­ska­nia odpu­stu zupeł­nego”). Brak wypeł­nie­nia jakie­goś warunku zwią­za­nego z odpu­stem zupeł­nym, powo­duje uzy­ska­nie odpu­stu cząstkowego. W sytu­acjach nad­zwy­czaj­nych także moż­liwe jest uzy­ska­nia odpu­stu. Pierw­sza z tych sytu­acji doty­czy uza­sad­nio­nej prze­szkody (np. stan fizyczny, uwię­zie­nie). W takim wypadku trzeba pora­dzić się spo­wied­nika, któ­rzy w okre­ślo­nych warun­kach ma wła­dzę zmie­niać warunki odpu­stu. Drugi przy­pa­dek ma miej­sce, gdy nastę­puje spe­cjalny czas w Kościele (np. rok jubi­le­uszowy). Należy wtedy pil­nie śledzić doku­menty papie­skie ogła­sza­jące szcze­góły odpu­stu. Ostatni przy­pa­dek doty­czy śmierci. Z sakra­men­tem namasz­cze­nia cho­rych zwią­zany jest obo­wią­zek udzie­le­nia odpu­stu na godzinę śmierci. Oczy­wi­ście chory musi być wła­ści­wie uspo­so­biony przez pojed­na­nie z Bogiem (wystar­czy żal dosko­nały), cho­ciażby przez jakieś zewnętrzne oznaki. Druga moż­li­wość ma miej­sce, gdy nie można wezwać kapłana. Należy wtedy być w sta­nie łaski (żal dosko­nały), wyzbyć przy­wią­za­nia do grze­chu, nawet powsze­dniego, poza tym zaleca się, aby umie­ra­jący miał zwy­czaj modli­twy, oraz posłu­żył się kru­cy­fik­sem lub krzy­ży­kiem (uję­cie lub uca­ło­wa­nie). Osob­nym pro­ble­mem jest wezwa­nie kapłana do umie­ra­ją­cego, który za życia nie chciał mieć nic wspól­nego z Kościo­łem. Nie­któ­rzy wzy­wają wtedy kapłana “na wszelki wypa­dek”. Mija się to z celem ponie­waż jeśli umie­ra­jący nie dał żadnego znaku swo­jego nawró­ce­nia, to należy usza­no­wać jego wolę. Tro­chę ana­lo­gicz­nie jakby ktoś wezwał do umie­ra­ją­cego prak­ty­ku­ją­cego kato­lika bud­dyj­skiego kapłana “na wszelki wypa­dek” bo może jed­nak karma i nir­wana istnieją.

Spis spo­so­bów uzy­ska­nia odpu­stów pod linkiem

Kilka kwe­stii tech­nicz­nych na koniec. Naj­pierw tajem­nica spo­wie­dzi. Otóż jest ona abso­lutna i doty­czy spo­wied­nika (pod karą eks­ko­mu­niki z mocy prawa), tajem­nica także doty­czy wszyst­kich pośred­ni­czą­cych w spo­wie­dzi (np. tłumacz), ale i tych któ­rzy przy­pad­kowo sły­szą spo­wiedź.

Stąd postu­lat, aby dla wła­snego bez­pie­czeń­stwa nie oble­gać kon­fe­sjo­na­łów. Naj­czę­ściej sporo miej­sca jest przed pre­zbi­te­rium.

Dalej sprawa przy­go­to­wa­nia się do spo­wie­dzi. Skoro modlimy się “i odpuść nam nasze winy jako i my odpusz­czamy naszym wino­waj­com”, trzeba przed spo­wie­dzią na ile to moż­liwe, pojed­nać się z bliź­nimi. “(…) zostaw tam dar swój przed ołta­rzem, a naj­pierw idź i pojed­naj się z bra­tem swoim. Potem przyjdź i dar swój ofia­ruj”. W rodzi­nie może to wyglą­dać jak forma wspól­nego przy­go­to­wa­nia do spo­wie­dzi, cho­ciażby z oka­zji pierw­szego piątku mie­siąca. W takim przy­go­to­wa­niu poda­nie ręki, słowo “prze­pra­szam”, “prze­ba­czam”, “kocham” może być świet­nym spo­so­bem na speł­nie­nie słów Zba­wi­ciela, oraz na naukę prak­tyczną zna­cze­nia spo­wie­dzi dla dzieci.

Na zupełny koniec zachęta do pew­nego gestu.

Warto w testa­men­cie uczy­nić zapis doty­czący obo­wiązku odpra­wie­nia Mszy świę­tych za naszą duszę (może to także być tzw. Msza gre­go­riań­ska, czyli 30 kolejno cele­bro­wa­nych Eucha­ry­stii). Wyko­nawca testa­mentu będzie nie­jako przy­mu­szony, aby uczy­nić ten gest rzu­tu­jący na naszą wiecz­ność.

Jeśli, co daj Boże, Msze te nie będą już nam pomocne, jak też odpu­sty, ponie­waż będziemy już w nie­bie, to pro­szę się nie mar­twić. Dar takiej modli­twy nie mar­nuje się, korzy­stają z niego duszę, które według Bożego roz­po­rzą­dze­nia, naj­bar­dziej tego potrzebują. I pro­szę Was wszyst­kich o modli­twę za nas księży na tym nie łatwym polu… Zdaję sobie sprawę, że momen­tami tekst może być cha­otyczny, dotyka on bowiem (i tylko dotyka) bar­dzo sze­ro­kiego zagad­nie­nia. Jeśli więc po lek­tu­rze zro­dziły się jakieś pyta­nia zachę­cam do umiesz­cza­nia ich w komentarzu.

31 wyświetlenia

Powiązane posty

Zobacz wszystkie